ATAK PANIKI

reżyseria: Paweł Maślona

muzyka: Radzimir Dębski

gatunek: dramat, komedia

produkcja: Polska

Atrakcyjna autorka kryminałów na randce spotyka swojego byłego. Wracające z wakacji małżeństwo wybiera najgorsze miejsca w samolocie. Nastolatek po raz pierwszy pali trawkę i przeżywa totalny odlot. Młoda dziewczyna ryzykuje, że koleżanki zdemaskują ją jako gwiazdę porno. Panna młoda z pomocą psiego psychologa rodzi na własnym weselu, a w tym czasie kelner próbuje uratować planetę.
Brawurowa komedia, w której nic nie jest tym czym się wydaje, a codzienność zamienia się w czyste wariactwo.

 

RECENZJA FILMU

SPOKOJNIE, TO TYLKO AWARIA

,,ATAK PANIKI"

Spokojnie, to tylko panika. Nic groźnego. Atak może cię złapać podczas wspólnej kolacji rozpisanej na dwa pojedyncze głosy czy raczej na jeden głos i jedno milczenie, albo podczas rejsu samolotem z wakacji all inclusive i z sąsiadem all inclusive; na niezaplanowanym spotkaniu z niezaplanowanymi koleżankami podczas planowanej seks randki za kasę (taki lajf), wreszcie podczas ajfonowej konferencji pewnego kelnera z jego mamą przyuczaną do gier online.

Panika według Pawła Maślny to stale nakręcająca się stroboskopowa kula. A dyskoteka jak dyskoteka, nie zawsze jest fajnie, nie tylko miło. Muzyczka czasami wwierca się w uszy, alkohol uderza do głowy, jest trans, ale i wymiociny. Arcyzdolny Maślona kompiluje wysokie z niskim, zestawia to, co śmieszne, z tym, co straszne, ale portretując kilka pokoleń panikarzy nie przygąda się im z perspektywy omnibusa, tylko wyrozumiałego obserwatora. W "Ataku paniki" reżyser mówi nam: zobaczcie te skrawki, zobaczcie marginesy, może coś wam przypomną, kogoś tam zobaczycie.

***

Kilka dni temu też tak miałem. Czułem się jak Dorota Segda w "Ataku paniki", albo jak Artur Żmijewski. Długi rejs samolotowy, powrót na niekoniecznie wytęsknione ojczyzny łono. Ale jeszcze opalenizna, jeszcze kilka godzin w przestrzeni poza realem, w którym zmieniają się strefy czasowe, stwerdessy roznoszą drinki, a rubaszny pan obok mnie, w spranym t-shircie z napisem "sexy doll", korzysta z tej oferty o wiele intensywniej niż powinien, a znużona pani z lewej od czterech godzin śpi snem szczęśliwej i przeszedł jej koło nosa nawet wybór nie do odrzucania wysyczany z przyklejonym uśmiechem spoza krwistoczerwonych, wyszminkowanych ust stwardessy Martiny (przeczytałem na plakietce): "Chicken or lamb?". Ani cziken, ani lamb, tylko sen. Znużyło się biedactwo...

Wracając samolotem do Polski, myślałem o "Ataku paniki", o byłoskotliwym filmie Pawła Maślony, który we współpracy z młodymi aktorami, Aleksandrą Pisulą i Bartłomiejem Kotschedoffem (współautorami scenariusza) zdiagnozował wszystkie rejsy świata. Rejsy w powietrzu, na morzu, przede wszystkim rejsy na ziemi. Tylko panika jest wspólna. Strach o to, że się nie uda, strach że się udało, obawa że przegraliśmy, przerażenie wygraną. I chicken, i lamb.

***

Struktura mozaikowa, wielowątkowa i wieloznaczna. Skomplikowane realizacyjnie wyzwanie, wielu na tym poległo. Reżyser decydujący się na taką formułę filmu, zwłaszcza jeśli jest debiutantem, decyduje się od razu, za jednym zamachem, na kilka niebezpieczeństw. Na przykład że może nie podołać warsztatowo, bo ułożenie wątków wymaga wielkiej dyscypliny formalnej (na szczęście Maślona miał pomoc w osobie Agnieszki Glińskiej, bodaj największego dzisiaj talentu polskiego montażu), pogubić się myślowo, wreszcie - co może z ambicjonalnego punktu widzenia najważniejsze - iż dyscydując się na takie kino, niemal z automatu naraża się na zarzuty o brak pogłębienia psychologicznego, autorskiego namysłu i innych tego rodzaju krytycznych ściem. Pawłowi Maślonie, autorowi wielokrotnie nagradznej krótkometrażowej "Magmy", przydał się na pewno rodzaj dezynwoltury, który pomógł młodemu twórcy przejść mimochodem ponad tego rodzaju zarzutami. Może zwyczajnie dobrze wiedział, o czym chce opowiedzieć, co chciałby pokazać? Nie sonduje zatem konkrentnych przypadków ludzi w panice, ale całą społeczność. Daje wielowymiarowy portret polskiej rodziny we wnętrzu potwora, jakiego sama sobie i dla siebie stworzyła - jednak podobnie jak w poruszającym finale "Toniego Erdmanna" Maren Ade, cudzy kostium to wieczne barwy ochornne, które wkładamy w zależności od mniej lub bardziej wygodnego kontekstu. Są tragiczne, są również śmieszne. Zabawne nawet bardziej niż starszne.

***

 "Atak paniki" wnosi do polskiego kina jeszcze jedną, jakże potrzebną i przydatną barwę. Nie wiem jeszcze do końca jakim reżyserem jest czy będzie w przyszłości Paweł Maślona (chociaż o jego przyszłość zawodową jestem dziwnie spokojny), ponieważ "Atak paniki" to nie jest popis autora filmowego w klasycznym rozumieniu tej sygnatury, wiem jednak, że nasza kinemtografia wzbogaciła się o nazwisko reżysera, który zachwyca zawodową sprawnością, potrafi wzruszyć i rozbawić, a od aktorów wydobywa to, co najlepsze. I nie mam na myśli jedynie nagrodzonej w Gdyni Magdaleny Popławskiej, ale w zasadzie całą obsadę, z prawdziwymi perełkami w rodzaju wspomnianych Doroty Segdy i Artura Żmijewskiego, po solówki Julii Wyszyńskiej czy Małgorzaty Hajewskiej-Krzysztofik. Mistrzowska drużyna paniki. Skomasowany atak.

 

źródło: Łukasz Maciejewski dla Onet.pl

 

 

 

 


Zwiastun filmu

Dane kontaktowe

ul. Wolności 2

63-400 Ostrów Wielkopolski

tel. 62 736 40 60

festiwalfilmowy@ockostrow.pl