CZŁOWIEK Z MAGICZNYM PUDEŁKIEM

reżyseria: Bodo Kox

muzyka: Sandro di Stefano

gatunek: film fabularny

produkcja: Polska

Warszawa, rok 2030. Dotknięty zanikiem pamięci Adam musi zacząć wszystko od nowa. Przeprowadza się i rozpoczyna pracę w potężnej korporacji. Poznaje w niej atrakcyjną Gorię, którą jest totalnie oczarowany. Gdy romans pary nabiera rumieńców, chłopak dokonuje niebywałego odkrycia. W swoim nowym mieszkaniu znajduje stare radio, które nadaje audycje z lat 50. Okazuje się, że niezwykły odbiornik emituje również fale umożliwiające teleportację. Podczas jednej z podróży w czasie Adam „utyka” w 1952 roku. Zaniepokojona nieobecnością ukochanego Goria podejmuje się fascynującej, ale i niebezpiecznej misji sprowadzenia go z powrotem.

 

RECENZJA FILMU

SZAŁ NIEBIESKICH CIAŁ

,,CZŁOWIEK Z MAGICZNYM PUDEŁKIEM" – REŻ. BODO KOX

,,Życie bez idei jest nonsensem, nikt nie ma prawa żyć bez idei, życie bez idei i bez wiary jest rynsztokiem; i wszystko, co można zrobić w takim przypadku, to tylko zginąć z hałasem i nienawiścią do samego siebie. Jest to jedyna konsekwencja" - pisał Marek Hłasko w liście do Agnieszki Osieckiej z 1958 roku. Akcja "Człowieka z magicznym pudełkiem" Bodo Koxa rozgrywa się przemiennie w latach pięćdziesiątych i w 2030 roku. Kox pokazuje że nawet sztuczne twory i korpo-potwory stać na ideę. To może być wolność, albo miłość. Inaczej zginiemy.

Bez Bodo Koxa, jego radości tworzenia, wizualnej fantazji, cudownego poczucia humoru i naiwności, polskie kino byłoby niepełne. Nie będę udawał, że wszystko mi się w "Człowieku z magicznym pudełkiem" podoba - nie, nie wszystko. Ten film jest jak sam Bodo Kox. Nonszalancki, ekstrawagancki, trochę naiwny. Jego kino jest jak myśli nieuczesane Leca przeniesione w sferę wizualną: błyskotliwe, chwilowe, niesubordynowane. I bardzo w całym nieokiełznaniu piękne.

Całkiem możliwe, że w 2030 roku będziemy wyglądali podobnie. Futuryzm? Tak, ale futuryzm w granicach normy. Nie całkiem jeszcze stechnicyzowani, przechowujący wspomnienia pierwszych smartfonów i gier komputerowych, tkwimy wciąż na tym samym bezdrożu. Uczucia są  niezmienne, podobnie jak poglądy - kwitną nawet w korpocywilizacjach, jeszcze bardziej bezdusznych, jeszcze mniej przyjaznych niż dzisiaj. Ktoś pisze sprayem na murze hasło: "Wczoraj było lepsze jutro". Dzisiaj co prawda jest gorsze, ale w przyszłości być może tego jutra już nie będzie? Jakie jest zatem antidotum na bezwład - Bodo Kox nie wstydzi się diagnozy zahaczającej o najbardziej utarty z możliwych frazes. Uleczy nas miłość. Ogłosić coś takiego, to jest dopiero odwaga, Kox nie nadyma się, nie stroi w cudze szaty, nie cytuje filozofów i demagogów. Kręci go miłość i kino, oraz miłość do kina.

,,Człowiek z magicznym pudełkiem" (tym pudełkiem jest kluczowe dla akcji filmu stare radio) to feeria pomysłów różnej klasy, fantazji na temat i obok tematu. Kox snuje futurystyczne wizje, żeby nie zawsze z sensem wrócić do przeszłości, rymuje Martę Mirską z Maanamem, a liryczne i wizyjne sceny obudowuje rzeczywiście znakomitą, nagrodzoną w Gdyni muzyką Sandro Di Stefano. I jeżeli jest w tym filmie coś, co chroni go przed chaosem, to na pewno uwiarygodniona aktorstwem siła uczucia. Duet Goria - Adam, Olga Bołądź - Piotr Polak (wspomagani przez Sebastiana "Stanki" Stankiewicza w znakomitej roli korpo-przyjaciela Adama) to jedna z najładniejszych par w polskim kinie ostatnich lat. Między obojgiem zachodzi coś, co nazwałbym na użytek tej recenzji "szałem niebieskich ciał". Dostatecznie realni i zrazem nierzeczywiści. Bołądź i Polak świetnie czują się w tego rodzaju niedookreślonej rzeczywiści. Uwodzą widza, uwodząc siebie, w stylu gry czerpią z dziedzictwa kultury pop ("Seksmisja", kino Tima Burtona, "Casablanka" itd.), po to, żeby w efekcie wskazać na własną odrębność. Na talent Olgi, talent Piotra... Goria to korpo-harpia, przebojowa, inteligentna, cyniczna, całkowite zaprzeczenie wyobcowanego, wyabstrahowanego od rzeczywistości Adama. Przeciwieństwa jednak się przyciągają, żeby we wzruszającym filmie, przypominającym mit o Orfeuszu i Eurydyce, wskazać, że prawda o osobowości postaci była zgoła inna niż mogło się wydawać. "Teraz dopiero krzyczało w nim: Eurydyko! / Jak będę żyć bez ciebie, pocieszycielko! / Ale pachniały zioła, trwał nisko brzęk pszczół. / I zasnął, z policzkiem na rozgrzanej ziemi" - pisał Czesław Miłosz w poemacie "Orfeusz i Eurydyka". Goria i Adam zasnęli na jawie. Nie, nie budźcie nas. Śni nam się tak ciekawie.

źródło: Łukasz Maciejewski dla Onet.pl

 


Zwiastun filmu

Dane kontaktowe

ul. Wolności 2

63-400 Ostrów Wielkopolski

tel. 62 736 40 60

festiwalfilmowy@ockostrow.pl