AMOK

reżyseria: Kasia Adamik

muzyka: Antoni Komasa-Łazarkiewicz

gatunek: film fabularny, kryminał

produkcja: Polska, Szwecja, Niemcy

Architekt Mariusz Roszewski zostaje zamordowany. Winnych nie udaje się odnaleźć i sprawa – z braku dowodów – trafia do policyjnego „archiwum X”. Cztery lata później anonimowy donos wiąże zabójstwo Roszewskiego z fabułą powieści „Amok” autorstwa Krystiana Bali. Autentyczność doniesień postanawia zbadać inspektor Jacek Sokolski, dociekliwy funkcjonariusz z mroczną przeszłością. Policjant szybko odkrywa podobieństwa między zabójstwem a opisaną w książce zbrodnią. A w toku śledztwa poznaje również samego Balę. Ich spotkanie rzuci nowe światło na sprawę i rozpocznie emocjonujący pojedynek pomiędzy Krystianem i Sokolskim – dwójką bardzo silnych osobowości, nieustannie balansujących na granicy dobra i zła. (opis dystrybutora)

 

RECENZJA FILMU

NIE DAJMY SIĘ ZWARIOWAĆ

Czy reżyserowi wolno przetwarzać autentyczne wydarzenia? Bez wątpienia, w innym wypadku nie byłoby kina. Czy żyjący świadkowie dramatycznych sytuacji zwłaszcza z niedawnej przeszłości, mogą poczuć się w tej sytuacji poszkodowani? Tak, ale pisząc kolokwialnie - życie nie jest sprawiedliwe.

Do kin wchodzi dzisiaj "Amok" w reżyserii Katarzyny Adamik. Od dawna o żadnym polskim filmie nie było tak głośno przed premierą. Głośno z przyczyn pozaartystycznych.

Od kilku dobrych miesięcy trwa osobliwa wojna na wysyłane do mediów pisma od rodziny ofiary morderstwa Krystiana Bali, bohatera "Amoku", oraz producenta i dystrybutora. Po ludzku jest mi żal rodziny zamordowanego, że po siedemnastu latach od zbrodni, raz jeszcze muszą przechodzić przez to wszystko, ale rozumiem również intencje twórców. Kino rządzi się swoimi prawami. A film już przecież jest i nie da się, ot tak, zamknąć go w szafie pancernej albo wysłać na bezludną wyspę. Poza tym, podkreślam to wyraźnie, "Amok" Katarzyny Adamik, to dzieło artystyczne, fabuła, a nie dokument. Nazwisko i dane ofiary zbrodni nie pojawiają się zresztą w ogóle, rodzina zamordowanego nie ma żadnych szans na wygraną w sądzie. W obecnej sytuacji batalia na pozwy namawiające do rezygnacji z pokazywania filmu, wydaje się zatem działaniem daremnym dla strony poszkodowanej, efektownym zaś PR'owo dla producenta i dystrybutora. Zakazany owoc smakuje przecież najlepiej.

Uporządkujmy najważniejsze fakty. W listopadzie 2000 roku zaginął wrocławski przedsiębiorca, po kilku tygodniach jego ciało wyłowiono z Odry. Trzy lata później, w książce "Amok", Krystian Bala opisał morderstwo zbieżne z tym, o które sam został wkrótce oskarżony. Motywem zbrodni miała być chorobliwa zazdrość Bali o domniemany romans ofiary i jego żony. Podczas procesu przedstawiono kilkanaście wiarygodnych dowodów poszlakowych, wskazujących że sprawcą morderstwa był właśnie autor "Amoku". Bala został ostatecznie skazany na karę dwudziestu pięciu lat pozbawienia wolności, a chociaż jego książka była tylko jedną z poszlak, wcale nie najważniejszą, to dzięki niej historia nabrała światowego rozgłosu. O procesie Bali z 2007 roku pisał "New Yorker" (głośny artykuł Davida Granna), "Guardian" czy "Le Figaro", rozprawę relacjonowano w CNN i BBC. Do realizacji filmu którego inspiracją było morderstwo we Wrocławiu, początkowo przymierzał się Roman Polański, a w 2016 miał premierę film "Prawdziwe zbrodnie" Alexandrosa Avranasa z Jimem Carreyem. "Amok" to kolejne podejście do tej historii.  

Katarzyna Adamik dzieciństwo i młodość spędziła w Stanach Zjednoczonych. W USA nakręciła zresztą świetny film "Szczek". W Polsce jest przede wszystkim jedną z najsprawniejszych warsztatowo reżyserek serialowych (m.in. "Ekipa", "Bez tajemnic", "Krew z krwi", "Głęboka woda", "Wataha"). W "Amoku" dobrze widać ów amerykański sznyt Adamik zderzony z europejską wrażliwością. To u nas prawdziwa rzadkość. "Amok" jest jednocześnie thrillerem, kryminałem i moralitetem. Niczym w "Zbrodni i karze" Dostojewskiego, reżyserka skupia się na psychologicznym pojedynku pomiędzy Krystianem Balą (Mateusz Kościukiewicz), a prowadzącym śledztwo w jego sprawie policjantem (Łukasz Simlat). Prawdziwy Bala pozował na intelektualistę: skończył filozofię na Uniwersytecie Wrocławskim, był zapalonym podróżnikiem. Taki jest również jego filmowy odpowiednik. Kościukiewicz stara się być demoniczny, obficie cytuje Nietzschego ("człowiek to linia rozpięta między zwierzęciem a nadczłowiekiem"), prowadzi wyrafinowaną grę ze światem, to on manipuluje ludźmi - nie odwrotnie. Adamik razem z operatorem, Tomaszem Naumiukiem, kreują efektowny, mroczny świat: nie sposób jednoznacznie przesądzić, na ile ów świat jest wizualizacją chorej wyobraźni Krystiana, na ile kroniką wydarzeń. Na tle mimo wszystko dosyć jednowymiarowego portretu mordercy - domniemana perwersja i cyniczny uśmieszek Kościukiewicza w pewnym momencie wydają się niewystarczające i zaczynają nużyć, na plan pierwszy wysuwa się zdecydowanie postać policjanta, Jacka Sokolskiego, w wykonaniu Łukasza Simlata. To kolejna ważna kreacja w dorobku aktora. Sokolski zmaga się z własnymi demonami, jest zmęczony, bardzo zmęczony, ale mimo to walczy o rozwiązanie sprawy. W bohaterze Simlata jest prawda i absolutna psychologiczna wiarygodność której zabrakło niestety w aktorskim portrecie Krystiana. Pomimo tych wątpliwości jestem pełen uznania dla Katarzyny Adamik i jej ekipy. Nie ugięła się przed tak zwaną barwnością tematu, często przecież zwodniczą. Zrobiła kino na własnych zasadach. Kino psychologiczne, nie kryminał. Morderczą balladę o złu, które jest składową wielu osobowości. Nie tylko przecież psychopatów. W "Amoku" nieznośna lekkość bytu przytłacza niemal wszystkich, jej ofiarami są również Zofia, żona Bali w subtelnym wykonaniu Zofii Wichłacz, ale także postaci z drugiego i trzeciego planu, mnie chyba najbardziej zachwycił epizod Izy Kuny - drodzy aktorzy: patrzcie na Kunę i uczcie się jak z dwuminutowej sceny rozmowy telefonicznej robi się aktorską perełkę!

"Amok", nie tylko ze względu na głośny, wątpliwej proweniencji pierwowzór literacki, ale także świeżą sprawę z pozwami rodziny ofiary, wystawia się na pozaartystyczną ocenę całości. Nie dajmy się zwariować. Oglądajmy kino, nie sprawę. Kino wygrywa.

 

źródło: Łukasz Maciejewski dla Onet.pl

 

 


Zwiastun filmu

Dane kontaktowe

ul. Wolności 2

63-400 Ostrów Wielkopolski

tel. 62 736 40 60

festiwalfilmowy@ockostrow.pl