ZGODA

reżyseria: Maciej Sobieszczański

muzyka: Bartłomiej Gliniak

gatunek: dramat

produkcja: Polska

Jest rok 1945. Właśnie kończy się wojna. W Świętochłowicach na Śląsku organy bezpieczeństwa tworzą obóz pracy dla Niemców, Ślązaków i Polaków. Pod pretekstem ukarania zdrajców narodu polskiego, UB dokonuje czystek wśród ,,niechętnych komunistycznej władzy". Do pracy w obozie zgłasza się młody chłopak Franek. Próbuje ocalić Annę, w której jest zakochany. Nie wie, że wśród osadzonych znalazł się Erwin, Niemiec, jego przyjaciel sprzed wojny, który od dawna skrycie kocha się w dziewczynie... Franek dołącza do komunistów, naiwnie licząc, że uda mu się oszukać system. Już pierwsze dni pracy w obozie odzierają go ze złudzeń. A z czasem przekonuje się, że aby ocalić swoją ukochaną, będzie musiał poświęcić wszystko... (opis dystrybutora)

 

RECENZJA FILMU

SZARA GODZINA

ZGODA, reż. Maciej Sobieszczański

Szara godzina to moment w którym dzień staje się wieczorem, zamienia się w noc. Maciej Sobieszczański w "Zgodzie" odkrywa dla kina szarą godzinę w tuż powojennej historii Polski. Niby trwa jeszcze dzień, ale wszędzie od dawna jest już noc, i dominują nocne instynkty. "Zgoda" to debiut przede wszystkim odważny. W sytuacji, w której w ostatnich latach historia Polski i jej filmowe ekwiwalenty zostały zawłaszczone przez silnie zideologizowaną narrację, tak niecodzienny głos artysty, tym bardziej debiutanta, brzmi donośnie i szczególnie wartościowo.

Sobieszczański niczego sobie i widzom nie ułatwia, nie kokietuje. "Zgoda" jest filmem powagi, filmem na serio, zadającym niewygodne pytania i nie wymuszającym na widzu konkretnych odpowiedzi. Akcja rozgrywa się zaraz po wojnie. Niby kończą się działania wojenne, ale żadnego finału nie widać. Szaleństwo w ludziach wydaje się narastać. Każdy ma "jądro ciemności" na swoją miarę. To nie muszą być demony Kurtza, mogą być za to - i pokazuje to wyraźnie Sobieszczański - chorobliwe namiętności jakichś Nowaków i jakichś Kowalskich. Z daleka wyglądają być może  swojsko, ale z bliska budzą przerażenie.

Czas powojenny musiał tak właśnie wyglądać. Chwilowa euforia detonowana strachem. Że wszystko zaraz się powtórzy, że to przecież niemożliwe szczęście, w które i tak nikt nie uwierzył, a od Wschodu nadciąga Polska Ludowa, sowieci, są wreszcie krewni i rodzina pogubieni po Polsce i po świecie, albo świeżo i dawno temu zmarli.

W "Zgodzie" unosi się ton chowanej głęboko histerii, rozprężenia emocji, stanu jakiejś przedziwnej katatonii prawie nieuzewnętrznianej na zewnątrz. Sprawności i intuicji reżyserskiej Macieja Sobieszczańskiego zawdzięczamy, że ów stan jest obecny w każdej minucie, każdej sekundzie filmu. Buduje atmosferę. Stan szarej godziny w życiu które jest mrokiem.

Oglądając "Zgodę" myślałem często o być może czysto intuicyjnych literackich kontekstach. Przede wszystkim o wydanym dwadzieścia lat temu, poruszającym tomie korespondencji Czesława Miłosza z luminarzami polskiej kultury "Zaraz po wojnie". Listy Miłosza z lat 1945-1947, były, jak pamiętam, jakąś niebywałą wręcz mieszaniną politycznej naiwności i oportunizmu, z przerażeniem, strachem i przeczuciami tragedii losu państwa - Ojczyzny. Maria Dąbrowska w swoich genialnych "Dziennikach" była mniej powściągliwa. Od początku celnie rozeznała socjologiczny i polityczny kontekst zjawisk towarzyszących nowej polityce kraju. Nie miała żadnych złudzeń. Wiedziała jednak, że to wciąż jest kraj w którym będzie musiała żyć, funkcjonować, działać. Że to Polska właśnie - jaka by nie była. Taka diagnoza wydaje się najistotniejsza dla twórców "Zgody". To właśnie była - to naprawdę JEST Polska. A "wczoraj - to dziś, tylko trochę dalej", że posłużę się słynną frazą norwidowską.

Przed obejrzeniem filmu nie wiedziałem niczego na temat obozu pomocniczego "Zgoda" w Świętochłowicach na Śląsku, gdzie powstał wspólny obóz pracy dla Niemców, Ślązaków i Polaków. Być może to moja ignorancja, a może jeden z wielu tematów tabuizowanych w Polsce, zamiatanych pod dywan historii. Tematów, które wychodzą na wierzch właściwie mimochodem. Scenarzystka filmu, Małgorzata Sobieszczańska, znalazła możliwie najwłaściwszy ton, żeby opowiedzieć o tamtych czasach i tamtym miejscu - wpisała w przestrzeń powojennego rozprężenia "Zgody", pełne i ciekawe portrety charakterologiczne trojga bohaterów, dwóch chłopców i dziewczyny, komponując profile uczuciowe z atmosferą postwojennej atrofii uczucia. Franek (Julian Świeżewski) trafia do obozu ponieważ chce ocalić Annę (Zofia Wichłacz), nie jest świadomy, że jednym z osadzonych w "Zgodzie" jest Erwin (Jakub Gierszał) - jego przyjaciel z czasów przedwojennych i podobnie jak Franek zakochany w tej samej dziewczynie. Osobowościowe profile zderzają się z turpistycznym mrokiem czasów i zszarzałą fakturą kolorów i cieni w zamkniętej przestrzeni (znakomite zdjęcia ukraińskiego wirtuoza kamery, Walentyna Wasjanowycza). W tercecie bardzo dobrze obsadzonych młodych aktorów, zachwyca przede wszystkim Świeżewski. Aktor Teatru Powszechnego w Warszawie w pierwszej pierwszoplanowej roli w kinie, daje przenikliwy portret młodego mężczyzny nie tyle nawet walczącego o uczucie dziewczyny, co tym uczuciem zabijający świadomość własnej niedoskonałości, kompleksów, neurastenii. Franek to pewność siebie i rozedrganie wewnętrzne. Tego rodzaju stany potrafią łączyć tylko najlepsi aktorzy, Świeżewski od razu osiągnął poziom mistrzowski.

Obóz Zgoda jest miejscem w którym żadna z funkcji nie jest dana raz na zawsze. W zależności od kontekstu można nimi dowolnie żonglować. Kat staje się ofiarą, ofiara - aktem, nadzorca - więźniem, internowany - zwyrodnialcem itd. Jak w słynnym więziennym eksperymencie Zimbardo, role przypisane społecznie kształtuje kontekst. A kontekst "szarej godziny" był przypadkowy i dla wielu szczególnie bolesny. Twórcom "Zgody" nie chodziło jednak o wielkie słowa, hasła, czy slogany. Im mniej, tym więcej. O sprawach wielkiej wagi, poświęceniu, ofierze, uczuciu, ale i o zdradzie, kolaboracji, destrukcji i autodestrukcji, opowiadają ściszonym tonem, niemal szeptem. Kameralny ton filmu nie tylko nie umniejsza siły przekazu historii o deprawacji i zdradzie ideałów, ale wręcz je wzmacnia. "Zło i dobro wymieszała się i jedno umacnia drugie. Dobro ma posmak zła, chociaż kusi dobrem" - pisała Elena Ferrante w "Genialnej przyjaciółce". I o tym właśnie jest "Zgoda" Macieja Sobieszczańskiego. O ambiwalencji "szarej godziny", w której zło kusi dobrem, i w pewnym momencie nie wiadomo już kto jest kim, co jest czym. Nie ma zgody w tej "Zgodzie". I w ogóle jej nie ma.

źródło: Łukasz Maciejewski dla Onet.pl


Zwiastun filmu

Dane kontaktowe

ul. Wolności 2

63-400 Ostrów Wielkopolski

tel. 62 736 40 60

festiwalfilmowy@ockostrow.pl